Narrator gromadził różne osobliwości. Była wśród nich kamizelka, stara, zniszczona, którą kupił od żydowskiego handlarza. Należała niegdyś do mężczyzny mieszkającego wraz z żoną w pobliskim sąsiedztwie. Ci ludzie sprowadzili się do kamienicy na początku kwietnia, żyli ubogo, ale szczęśliwie. On był ciężko pracującym drobnym urzędnikiem, żona zajmowała się szyciem. W lipcu mężczyzna niespodziewanie zachorował, dostał silnego krwotoku. Wezwany lekarz nie chciał powiedzieć całej prawdy, kobieta wszelkimi sposobami pocieszała męża czującego się coraz gorzej, z trudem ubierającego się, wstającego z łóżka, od wielu dni pozostającego w domu, nie chodzącego do biura.